Nie trudno nie zauważyć, że uwielbiam czosnek. Dodaję go prawie do wszystkiego - jeżeli nie jest jednym ze składników głównego dania, wtedy albo jest częścią któregoś dodatku, albo po prostu sam (upieczony) stanowi przekąskę. W tym przepisie natomiast jest go tak dużo, że nawet ja jestem usatysfakcjonowana.
Dania kuchni azjatyckich są najlepszym sprzymierzeńcem osób, które lubią gotować ciągle coś nowego. Warzywa, owoce morza, ryby czy mięsa (choć te ostatnie w moim przypadku bardzo rzadko) przyjemnie wzbogaca się ziołami, korzeniami, orzechami, ziarnami, wywarami, warzywami i owocami. Mając jako-taką wiedzę, jak smakuje którakolwiek z azjatyckich kuchni, można puścić wodze fantazji. Dobrym pomysłem na utworzenie bazy do swojego własnego dania jest nie tylko inspiracja daniami z restauracji i barów czy wynalezionymi przepisami, lecz także spojrzenie na skład gotowych mieszanek przypraw i sosów stojących na sklepowych półkach. Te, o ile nie stanowią wyłącznie kompozycji aromatyczno-glutaminowej, mają wymienione w swoim składzie przeróżne ciekawe połączenia smaków warzyw, owoców, wywarów i przypraw. Właśnie dzięki czytaniu etykiet dawno temu odkryłam, że najlepszym i zarazem podstawowym sosem do domowej "chińszczyzny" jest połączenie sosu sojowego i miodu/melasy. A z taką bazą można stworzyć wiele pysznych dań.