Przez długi czas nie wiedziałam, co można robić z kaszą jaglaną. Nie umiałam jej gotować, więc zwykle wychodziła mi z niej papka bez smaku, którą trzeba było naprawdę silnie doprawić, aby była zjadliwa. A i to nie zawsze. Później odkryłam, że sekret tkwi w podprażeniu i późniejszym opłukaniu przed gotownaniem.
Kaszę chciałam gotować i tak, bo wiele słyszałam o jej wartościach zdrowotnych, takich jak oczyszczenie organizmu, wysuszanie błon śluzowych (warto poczytać, co mówi o tym kuchnia pięciu przemian), duża zawartość błonnika, witamin z grupy B, miedzi czy żelaza. No i oczywiście kasza ta jest bogatym źródłem białka roślinnego, niezwykle cennego dla wegetarian*.
Zanim jednak doszłam do tego, jak ugotować tę kaszę na sypko, coś z tą papką musiałam robić. Niektóre przepisy tak mi zasmakowały, że teraz specjalnie rozgotowuję kaszę, by je przygotować. Placuszki to jeden z nich. Zapraszam!
* Nie jestem dietetykiem, ani osobą posiadającą usystematyzowaną wiedzę w dziedzinie żywienia, więc jeżeli ktoś chciałby się czegoś więcej dowiedzieć o właściwiościach tej kaszy, to zapraszam do sięgnięcia do specjalistycznych opracowań :)